"Dom Orłów" Suche
Cisza, która mówi więcej

Cisza, która mówi więcej

W piątkowy wieczór grupa osób, które chciały przeżyć w tym Wielkim Poście Dzień Skupienia w ciszy przybyła do ośrodka rekolekcyjnego w Suchym. Rozpoczęliśmy wspólną kolacją, po której ustaliliśmy kilka zasad, mających nam pomóc przeżyć owocnie ten czas. Rozdzieliliśmy się zadaniami na czas ciszy i przygotowaliśmy plan na najbliższe 36h.

Następnie udaliśmy się na Eucharystię, która to otwierała czas ciszy. W czasie kazania próbowaliśmy znaleźć winnego nieszczęścia Józefa egispskiego. Czy winę ponoszą tylko jego bracia? Przecież niektórzy się opamiętali i za nim wstawili. A może to wina ojca który faworyzował Józefa? A czy Józef zachował się w tej sytuacji odpowiednio? Po Mszy świętej, udaliśmy się na spoczynek. Sobotę rozpoczęliśmy jutrznią, na której otrzymaliśmy słowo wprowadzenia w dzień. W czasie tych Dni Skupienia będziemy się zastanawiać nad obszarami, które mogą powodować w nas hałas pomimo ciszy wokół. Potem każdy z nas indywidualnię udał się na śniadanie.
Po kawie znów powróciliśmy do kaplicy, gdzie w czasie konferencji ksiądz przedstawił nam dwa pierwsze miejsca do zbadania. Pierwsze z nich to sformułowanie ,, to tak ma być” pojawiające się jak wytrych, ale niepoparte żadnymi argumentami. Często zdarza się, że świat narzuca nam jakieś standardy, które nas mają doprowadzić do wyidealizowanego życia. A my próbujemy do nich doskoczyć i jesteśmy sfrustrowani, bo się nam nie udaje, nasze życie wygląda inaczej, czyli gorzej. Ale przecież nie ma żadnego ,,najlepszego przepisu na życie”! Mamy tylu świętych i wszystkich próbujemy naśladować – to niestety błąd. Wiadomo mogą służyć nam za inspiracje, ale żaden z nich nie był nami…. Przecież każdy z nas ma swoją własną drogę do świętości, którą musi samodzielnie odkrywać. Najtrudniejsze jednak nie jest jej odnajdywanie, a przeciwstawienie się szablonowi ,,jak być powinno” w który wpycha nas świat.
Kolejne to nasze rozczarowanie. Często nastawiamy się, wyobrażamy sobie naprzód pewne rzeczy. I w takich momentach, kiedy zderzamy się z rzeczywistością i coś dzieje się inaczej niż się spodziewaliśmy od razu szukamy winnych, aby wyładować swoją frustrację. Złościmy się na innych, bo nie wpasowali się w nasze wizję albo na samych siebie, bo wydaję nam się, że zawiedliśmy. Ale przecież to nic złego, że życie dzieje się inaczej niż nasze „widzimisie”. Zdarza się powszechnie, że im większe oczekiwania, tym potem jeszcze większe rozczarowania…

Po tej części mieliśmy czas przemyśleć i przyjrzeć się bliżej tym dwum obszarom, jak one wyglądają w naszym życiu. Czy nie wpadamy w schemat tego jak powinno być? Czym ostatnio byliśmy rozczarowani? A może samymi sobą? Kiedy?

W samo południe spotkaliśmy się na Mszy świętej. Ewangelia, którą otrzymaliśmy mogłaby się nam wydawać na przerobioną przez nas wzdłuż i wszerz. Naprawdę często się z nią spotkamy: przyglądaliśmy się jej pewno w szkole, na różnych rekolekcjach, na niedzielnych Mszach. No ileż można zastanawiać się nad jednym tekstem i widzieć w nim ciągle coś nowego? Ale spojrzeliśmy na nią jako opowieść ze szczęśliwym zakończeniem. Bo Biblia to w sumie historia z happy endem. Zesłanie Józefa do Egiptu pomogło nie tylko faraonowi, ale także jego rodzinie. I w końcu spotkał się z rodziną i pogodził się z braćmi. Tutaj także mamy syna marnotrawnego, który wraca do domu. Ale my skupiliśmy się dziś na postaci ojca, co on musiał przeżywać i czuć? Syn prosto w twarz powiedział mu, że mógłbym umrzeć. A on pomimo tego przez lata czekał i wypatrywał syna, aby go przyjąć z miłością. Może się zdarzyć, że my też będziemy latami czekać na…

Następnie był czas niezaplanowany, aby każdy mógł przewietrzyć głowę. Wielu z nas skorzystało wtedy ze słonecznej pogody, inni aby naładować akumulatory udali się na krótką drzemkę. W międzyczasie również indywidualnie zjedliśmy obiad. O 15.00 powróciliśmy do kaplicy, na drugą część konferencji i poznanie kolejnych dwóch obszarów. Tym razem zaczęliśmy od bardzo związanego z poprzednim rozczarowaniem – zgorszenia. Często przez to jak wydaję nam się, że powinno być i jakieś nasze wyobrażenia i nastawienia pewne zachowania innych ludzi powodują w nas odrzucenie. Czujemy się zgorszeni, bo jak oni mogli się tak zachować. Często obserwujemy takie zachowanie i jesteśmy zdegustowani, my byśmy nigdy czegoś takiego nie zrobili, no przecież to karygodne. Tylko my z naszej perspektywy zauważamy tę część problemu. Zgorszenie nie dotyczy jedynie osoby, którą tak piętnujemy, ale też nas, czegoś co jest naszym postrzeganiem i naszym standardem pewnych zachowań.
Powinniśmy bardziej skupiać się na czynieniu dobra, niż tylko na walce ze złem. Bo często tak nas zajmuje bycie bez grzechu, że tracimy okazję do robienia dobrych rzeczy. Jeśli porównamy to do stawiania naszych win i zasług na wagę, czy jesteśmy w stanie tylko ściągając odważniki przechylające szalę na stronę zła doprowadzić do przechylenia na stronę dobra? Jedyne co jesteśmy w stanie uzyskać to stan równowagi, ale to też prawie niemożliwe. Dopiero gdy zaczniemy dokładać odważniki z dobrymi uczynkami, to one są w stanie nie tylko zrównoważyć, a przeważyć zło. Wiadomo walka z niedoskonałościami też jest potrzebna, ale nie może być naszym jedynym i głównym celem.

Z tymi przemyśleniami, które również powinniśmy odnieść do naszego życia zostaliśmy na popołudnie. Był też czas na indywidualną kolację. Cały ten dzień i wszystko co się w nas zrodziło i co usłyszeliśmy w ciszy mogliśmy zostawić przed Bogiem w czasie wieczornej Adoracji, która zakończyła ten dzień.

Niedzielna poranna jutrznia była momentem zakończenia czasu ciszy. Po niej udaliśmy się na śniadanie w czasie którego mogliśmy już zacząć normalne rozmowy. Po śniadaniu przy kawie i ciastku podzieliliśmy się wrażeniami z tych rekolekcji i myślami, które zapadły nam w pamięci. Np. że cisza nie jest przemocą; że świętość to droga na szczyt, bycie na niej, a nie jego zdobycie. Każdy z nas trochę inaczej przeżył ten czas ciszy, ale wszyscy zgodnie uznaliśmy, że był to bardzo nam potrzebny czas, w odcięciu od świata zewnętrznego, od rozmów z ludźmi. Tylko my sami z sobą i Bogiem.
Po tym podsumowaniu udaliśmy są na niedzielną Eucharystię. W Ewangelii przyglądaliśmy się spotkaniu Jezusa i Samarytanki. Rzecz, która często nam ucieka przy jej czytaniu i słuchaniu to moment przemienienia Samarytanki po rozmowie przy studni. Ale zostało to bardzo dobrze pokazane w serialowej scenie w The Chosen. Samarytanka nie tylko poczuła, że Jezus jej nie osądza, ona sama sobie wybaczyła i to ją odmieniło. Jest to bardzo trudne, ale jest to piąty obszar, który czasem w nas krzyczy pomimo ciszy. Ale żebyśmy się odmienili musimy sobie wybaczać.

Rekolekcję zakończyliśmy wspólnym obiadem, a po nim posprzątaliśmy ośrodek i rozjechaliśmy się do domów.

tekst: Anna Budz